28 Obserwatorzy
30 Obserwuję
dariuszkarbowiak1

Moje książki

Uwielbiam czytać, czasem piszę

Teraz czytam

Muzeum ciszy
Yōko Ogawa, Anna Horikoshi
Przeczytane:: 42/296 stron
Walka o Hiszpanię 1936-1939
Antony Beevor
Przeczytane:: 96/688 stron
Sztuka minimalizmu w codziennym życiu - Dominique Loreau

Książka o charakterze poradnikowym z cyklu jak żyć. Wiele fragmentów odnosi się do filozofii zen, nie mniej jednak można niektóre poglądy adoptować na grunt europejski. Nie koniecznie należy być wyznawcą filozofii zen aby jednak trochę odgracić swoje otoczenie.

Ta pięknie wydana książka trafiła w moje ręce akuratnie w momencie, kiedy porządkowałem swoje półki biblioteczki domowej aby wesprzeć ideę bookcrossingu raczkującą w moim miasteczku N. Więc do odchudzenia półek nie trzeba było mnie zachęcać. Jednak niestety, nie zgodzę się aby wydać wszystkie książki, które nabyłem w ciągu ostatnich lat i ich nie przeczytałem. Nie, nie; one czekają na ten moment tak jak czekała spokojnie „Sztuka minimalizmu”. Zgoda co do tego, że książki utraciły swoją wartość, kupowane po kilkadziesiąt złotych są wystawiane na Allegro po parę złoty. No cóż tkwimy w czasach nadprodukcji każdego towaru. Moja kolekcja znaczków, też ma wartość raczej sentymentalną, a może znajdują się jednak perełki? Dawno nie miałem nowych katalogów Yvert’a, Fischer’a, Michel’a czy Scott’a. Stare ubrania wydaję systematycznie, choć i tak szafy puchną. Niestety jestem przedstawicielem pokolenia, któremu w dzieciństwie wszystkiego brakowało. Godzinne stania w kolejkach za gazetami, układy z księgarzem aby coś kupić, a jak wspomnę lata 80-te to aż dziwię się że nie zostałem dotknięty Hoardingiem czyli zespołem Diogenesa. Nie wiem dlaczego nadmierne zbieractwo otrzymało imię sławnego stoika, który nie posiadał nic i mieszkał w beczce, a może jest jeszcze inny Diogenes?

Wracając do omówienia książki, która jest właśnie adresowana do urodzonych w latach 60-tych i może początku lat 70-tych. Młodsi dzisiaj niczym wędrowne ptaki, spakowani z wszystkim co najważniejsze: laptop, smart fon, wszystko torbie na ramię. Przenoszący się z miejsca na miejsce, nawet umeblowanie mają w stylu „w każdej chwili możesz zostawić”. Więc z cała pewnością po książkę nie sięgną bo i po cóż bardziej minimalistycznie żyć się nie da. A my ci z 50+ jakoś ciężko zmienić swoje przyzwyczajenia i wcale nie musieliśmy mieć rodzin patologicznych, być niechcianymi dziećmi czy porzuconymi jako sugeruje autora.

Można żyć skromnie, ale fajnie jak w piwniczce jest kilka butelek ulubionego wina, kiedy możesz na wyciągnięcie ręki sięgnąć po książkę która zaczyna się do ciebie uśmiechać i szepcze „weź mnie już długo nie czułeś mnie w rękach”. Bierzesz i czytasz i zastanawiasz się dlaczego tak długo po nią nie sięgałeś, ale dobrze że byłaś pod ręką.

Książka dobra, warta przeczytania, może ktoś – podobnie jak ja – zrobi trochę porządku w swoim otoczeniu. Może rzeczywiście tzw. łapacze kurzu są już stare i należy je przesunąć w sferę wspomnień, tak jak przesuwające się obrazy z chwili kiedy wchodziliśmy w ich posiadanie. Jednak miło jest gdzieś między półkami znaleźć stary kasztan, który na spacerze ktoś ci podarował, ożywić tę chwilę aby uśmiech rozjaśnił naszą zabieganą twarz, stara pocztówka, a co do biblioteki to może spojrzenie staruszki z „Tajemniczego płomienia królowej Loany” – U. Eco (posiadacza wręcz legendarnej biblioteki). Nie mniej jednak stosuję się do sugestii Dominique Loreau i książkę przekazuję do bookcrossingowego obiegu.