29 Obserwatorzy
31 Obserwuję
dariuszkarbowiak1

Moje książki

Uwielbiam czytać, czasem piszę

Teraz czytam

Pismo. Magazyn opinii, nr 7 (19) / lipiec 2019
praca zbiorowa
Pasazer 23
Sebastian Fitzek, Barbara Tarnas
Przeczytane:: 42/352 stron
Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane
Flannery O'Connor, Michał Kłobukowski, Maria Skibniewska
Przeczytane:: 198/588 stron
Ścieżki północy
Richard Flanagan
Inkub
Urbanowicz Artur
Przeczytane:: 64/728 stron
Szachy. Rozwój twórczego myślenia szachisty
Artur Jusupow, Mark Dworecki
Przeczytane:: 98/230 stron
Marlene - Hanni Münzer, Łukasz Kuć

Na początek pochwały na temat książki. Z całą pewnością czyta się dobrze, to zasługa dobrego tłumaczenia i samej autorki, która ma pazur do pisania. Świetne wstawki między rozdziałami zatytułowane „Odpryski wojny”. Jednak całość nie była strawna dla mnie. Już w poprzedniej części, „Miłość w czasach zagłady”, autorka pozwala sobie na pewne przeniesienie faktów w czasie. Natomiast w „Marlene” przeszła wszelkie, nawet artystyczne, granice. Już z bardziej prawdopodobną prozą można zapoznać się u Sapkowskiego, Tolkiena, Asimova i braci Strugackich – bo będziemy wiedzieli po ca sięgamy. W „Marlene”, autorkę zawiódł research. Wydaje mi się, że nie poradziła sobie z nadmiarem zebranego materiału i wszystko chciała upchnąć w siedmiu miesiącach opisywanej głównej akcji w książce. W konsekwencji powstało dzieło jakby całość materiału wyrzucona do shakera razem z "Niezwykłymi przygodami Barona Münchhausena", żeńskiej wersji Kapitan Ameryka, „50 twarzy Greya” (w wersji soft) i paru powieści z okresu II wojny światowej oraz serii filmów Angelika z Michèle Mercier w roli głównej (młodsi mogą nie pamiętać, całość produkcji lata 60-te). Znaczna część akcji „Miłości…” dzieje się w Krakowie, więc jakim cudem główna bohaterka nie rozpoznaje barbakanu? Wychodzi ranna z Powstania Warszawskiego (albo początek października, albo okres wrześniowego zawieszenia ognia), cudem zostaje uratowana przez barona, który ma wobec niej swoje plany, ale już leczenie penicyliną to chyba przesada. Jeżeli była ona w jakiś sposób dostępna wojskom niemieckim to z cała pewnością nie dla każdego. Po 10 rozdziałach dowiadujemy się, że akcja toczy się we wrześniu 1944 roku (?). Następnie trafia do Auschwitz, gdzie nic nie traci ze swojej urody (jak wspomniana wyżej Michèle Mercier). W kolejnej scenie dowiadujemy się jak pewien sadysta został zmuszony do przebrania się w obozowy pasiak i umieszczony w Treblince (sic! s. 281). Treblinka od Powstania Warszawskiego znajdowała się na terenach zajętych przez Armię Czerwoną, no i nie wiem, czy obowiązywały tam pasiaki bo był to obóz zagłady, a transporty były wyliczone na natychmiastową likwidację. Albo za mało na ten temat wiem. Nie mniej obóz nie działał już od listopada 1943 roku. To z grubsza uchybienia, których mnoży się z każdą stroną. Książkę jednak da się przeczytać, uważam jednak ją za średniaka w swojej klasie. Jak ktoś ma coś ciekawszego, po co może sięgnąć, to raczej „Marlene” niech sobie odpuści i zadowoli się dobrze napisaną „Miłością w czasach zagłady”.