Długo zabierałem się do napisania opinii o „Niewidzialnych miastach”. Kiedy się zabierałem za pisanie, po wystukaniu kilku linijek tekstu na klawiaturze, kasowałem wszystko. Odkładałem, bo nie wiedziałem czy rzeczywiście pisze o tej książce. Ponownie przeglądałem opisy niewidzialnych miast, i w końcu zrozumiałem. Obojętnie jakbym się starał nawet nie zbliżę się do urzekającej formy przedstawionej przez Calvino. Cokolwiek też napiszę, będzie to zarazem opinia o tej książce, jak i moe fantazmaty przywołane przez tekst. Niczym opis miasta Zabajedy „O jego założeniu – autor – mówi taką opowieść: mężczyzną różnych narodowości przyśnił się ten sam sen: widzieli odwróconą tyłem kobietę, jak biegła nocą przez nieznane miasto, miała długie włosy i była naga. Śnili, że ją ścigają. Biegli, biegli aż w końcu stracili ją z oczu. Po przebudzeniu wyruszyli na poszukiwanie owego miasta; nie napotkali go, ale spotkali się ze sobą; postanowili zbudować miasto ze snu. (…) w którym osiedlili się w oczekiwaniu, że pewnej nocy owa scena powtórzy się. Kobiety nie ujrzał już żaden z nich, ani we śni, ani na jawie”. Myślę sobie że pogoń za kobietą ze snów, pojawiająca się w twórczości wielu pisarzy, choćby u Rylskiego w opowiadaniu „Wyspa”, to tęsknota za urealnieniem swoich marzeń. Calvino natomiast stworzył zbiór fantazji dzięki którym możemy – jako czytelnicy za sprawą naszej wyobraźni – spotkać się na ulicach Zabajedy, poprawimy kształt niektórych ulic, może króżganów tych z naszych snów, aby spotkać nasze fantazje.
Wydaje mi się, że opisy po części pasują do Wenecji, ale to tylko moje uchwycone fragmenty gzymsów, który ożywały podczas czytania.
Książka o marzeniach, przecudna forma. Polecam każdemu aby odbył spacer po „Niewidzialnych miastach” w dialogu między Kubłaj-chanem a Marco Polo.(Bo czasem oczy przeszkadzają widzieć) Książka może znajdować się obok mistrzowskiej „Księgi istot zmyślonych” Borgesa.